Jeśli je kochasz, pozwól im odejść

1 comment

Skończone! Kontury są narysowane, postaci pokolorowane, tło dopracowane, a całość pocieniowana! Dzieło nareszcie jest gotowe, aby je opublikować!... Ale czy na pewno?

6

Kiedy tak patrzę na ten rysunek… Mogłabym dodać więcej blasku bijącego od kryształu i kuli ognia, tak żeby padało ono także i na postaci. Tło też jeszcze nie jest idealne…

NIE! PRZESTAŃ! NATYCHMIAST!

Pokusa, aby poprawiać swe dzieło w nieskończoność jest silna, jednak trzeba nad nią panować. Nawet artysta jest tylko człowiekiem. Nigdy nie stworzy niczego absolutnie doskonałego, nawet gdyby mógł pracować nad jedną rzeczą przez całą wieczność. A nie może, bo ludzkie życie ma ograniczoną długość (nie wspominając o tym, że każdy śmiertelnik od czasu do czasu musi coś zjeść, zdrzemnąć się i pójść do toalety – niekoniecznie w tej kolejności).

Właśnie dlatego tworząc i nanosząc poprawki, musimy umieć ocenić, które walki warto toczyć, a które lepiej poddać.
Powiedzmy, że samodzielnie wydajesz książkę. Nagle, o zgrozo!, okazuje się, że na stronie 369, w trzecim wierszu drugiego akapitu zabrakło przecinka po wtrąceniu! Jeśli manuskrypt jeszcze nie trafił do drukarni, poprawkę możesz bez najmniejszego problemu nanieść od ręki. Co jednak, jeśli cały nakład został już wydrukowany? Oczywiście, zawsze możesz pozbyć się wszystkich egzemplarzy (np. w domowym kominku), po czym złożyć nowe zamówienie w drukarni. Tyle że podwoi to koszty produkcji, a także opóźni cały proces wydawniczy, być może nawet o kilka miesięcy. Jak myślisz, z czego Twoi czytelnicy będą bardziej niezadowoleni? Z barku jednego przecinka czy dużego opóźnienia daty premiery i ceny książki wyższej od tej zapowiedzianej?
Z drugiej strony mamy także walki, które początkowo mogą wydawać nam się beznadziejne, jednak po zasięgnięciu po zewnętrznej opinii i ochłonięciu, nie prezentują się już tak tragicznie.

Dla mnie taką batalią okazała się niby-okładka dla Dziedzictwa Alvów. Wierzcie lub nie, ale jej niepokolorowane kontury wylądowały w koszu. Plik przywróciłam tylko i wyłącznie za sprawą przyjaciółki, która bardzo stanowczo (i głośno) domagała się, abym dała rysunkowi jeszcze jedną szansę. Czy moja BFF miała rację? Czy wysiłek się opłacił? Cóż, Ty mi to powiedz.

Ilustrację można znaleźć w dziale Książki. Co o niej sądzisz? Ujdzie w tłoku? Jest nawet na swój sposób ładna? A może lepiej byłoby dla ludzkości, gdyby pozostała w koszu? Czy anatomia konia prezentuje się znośnie? Czy w ogóle da się na pierwszy rzut oka rozpoznać jakie to za zwierzę?

A jak Ty radzisz sobie z artystycznymi zmaganiami? Czy właśnie pracujesz nad jakimś projektem? Rysunkiem? Książką? Wierszem? Filmem? Grą? Może nawet od lat obsesyjnie pracujesz nad jedną rzeczą? Albo wręcz przeciwnie, właśnie przeżywasz bolesne rozstanie z projektem, na którym bardzo Ci zależało?

Nie bój się pisać o swoich doświadczeniach oraz odczuciach! To twórczość artystyczna, a nie matematyka. Tutaj nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Z chęcią poznam Twoją opinię.

BONUS

Zbliżenie twarzy Alfura. Bo jest tego warty.

 Alfur jest tego warty

1 Comment on “Jeśli je kochasz, pozwól im odejść

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *