The King of Tibetan Antelope (Król Tybetańskich Antylop) – recenzja filmu animowanego

Dziś YouTube za stosowne uznał polecić mi chiński film animowany zatytułowany „The King of Tibetan Antelope” (na polski przetłumaczyłabym jako „Król Tybetańskich Antylop”). Ponieważ z miniaturki wynikało, iż owe dzieło jest jednocześnie podróbką „Króla Lwa” oraz „Bambiego”, nie mogłam się powstrzymać i kliknęłam.

Już na wstępie „Król Tybetańskich Antylop” informuje nas, iż bazuje na prawdziwej historii. Jak to możliwe? Czyżby ktoś znalazł gadającą antylopę i zdołał przeprowadzić z nią wywiad? Nie, to tylko autorzy uznali, że sztuczne zatrzymywanie fabuły, aby postaci mogły wykrzyczeć kilka przypadkowych faktów na temat tybetańskiej fauny, liczy się jako „prawdziwa historia”. Ponoć bajka bazuje na wynikach dwudziestoletnich badań, które przeprowadzono w Tybecie. Jestem ciekawa, jak te badania wyglądały, skoro z filmu dowiemy się takich interesujących rzeczy, jak to, że jeepy sprawiają, iż ziemia pęka, odsłaniając ogromną szczelinę, zapewne prowadzącą prosto do piekła. Pamiętajcie jeepy to zło, a może nawet i zUo. Nigdy nie ufajcie jeepom.

Otchłań

Co się zaś tyczy animacji, na pierwszy rzut oka wygląda nawet ona nawet całkiem przyjemnie. Paleta kolorów jest dobrze dobrana i przyjemna dla oka, a ośnieżone górskie tła momentami niemal budzą podziw. Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o postaciach. Na ile jestem w stanie ocenić, zostały one powołane do życia za pomocą animacji 3D, ale tak stylizowanej, aby wyglądała na 2D. (Nie mam jednak, co do tego pewności. Jeśli się mylę, proszę, poprawcie mnie).

Zwykle, gdy film ma zawierać sceny, na których ma być widać tłum ludzi lub stado zwierząt, animatorzy przygotowują kilka modeli postaci, aby wymieszać je w tle, tak by żaden nie powtarzał się zbyt często. Ludzie pracujący nad „Królem Tybetańskich Antylop” najwyraźniej nie mieli na to ani czasu, ani pieniędzy, ani nawet chęci. Przygotujcie się na atak klonów!

klony

Jeśli patrząc na te wszystkie antylopy, odnosicie wrażenie, że wyglądają znajomo… macie absolutną rację! Owe zwierzęta są nieco tylko zmodyfikowanymi sarnami z „Bambiego”. Mało tego, całe fragmenty animacji wyglądają, jak żywcem przerysowane, klatka po klatce, z filmu Disney’a (zwłaszcza sceny mające miejsce niedługo po narodzinach głównego bohatera – Nalu).

bambi

Bardzo ważną częścią filmu są aktorzy podkładający głos pod bohaterów. Dlaczego? Bo niemal nigdy się nie zamykają! Bajka ma bardzo mało cichych momentów pozwalających muzyce i animacji opowiadać historię. Zamiast tego cały czas ktoś nawija: a to narrator, a to Nalu, któremu się wydaje, że jest narratorem, a to jakaś inna postać. Owe wypowiedzi niejednokrotnie niewiele mają wspólnego z tym, co akurat dzieje się na ekranie. Czasami są oderwane od reszty filmu do tego stopnia, że usta bohatera, który akurat raczy nas przemową, w ogóle się nie poruszają.

Co więcej, odnoszę wrażenie, że kimkolwiek była osoba pisząca dialogi, nigdy wcześniej nie spotkała ona człowieka i nie próbowała z nim rozmawiać. Nie mam pojęcia, jakie stworzenia komunikują się w sposób pokazany w filmie, ale na pewno nie są to ludzie… No dobra, może jestem trochę niesprawiedliwa. Jako że to produkcja oryginalnie chińska, dziwaczne, nieskładne, drętwe niczym noga od stołu dialogi mogą być winą tłumaczenia.

Gdyby „Król Tybetańskich Antylop” leciał w kinach lub był sprzedawany na DVD, zdecydowanie odradzałabym wydawanie na niego pieniędzy. Film można jednak za darmo i (o ile mi wiadomo) legalnie obejrzeć na YouTube. Dlatego, jeśli macie godzinę i dwadzieścia minut do zabicia, to dlaczego nie? Jeśli zaprosicie do wspólnego oglądania przyjaciół, będziecie się świetnie bawić, nabijając się z bajki i wytykając jej różne wpadki.

Kto wie? Jako że to film edukacyjny, może nawet nauczycie się czegoś ciekawego? Tak jak ja dowiedziałam się, jak bardzo zdradzieckie są jeepy.

JEEPY!

2 Comments on “The King of Tibetan Antelope (Król Tybetańskich Antylop) – recenzja filmu animowanego

  1. Jak już to, to jest podróbka mustanga z dzikiej doliny, a nie króla lwa. Jedyne podobieństwo do króla lwa jakie tu widzę, to tytuł i nic poza tym. ctrl + v > w niektórych momentach zapętlenie animacji rzeczywiście razi, a co do ataku klonów > hej, to stado antylop, nie ? Jakby mieli rysować każdą osobno, zgubili by się nam główni bohaterowie, to raczej normalny zabieg zrobienia tła – w końcu fabuła dotyczy antylop, a nie koni czy lwów.

    Prawdziwa historia… Gadająca antylopa udzielająca wywiadu, serio? Co lepiej trafi do dzieci ? Film dokumentalny zrobiony do sekundy z „tak było”, czy bajka o jednym słodkim bohaterze (z migawkami), w której jest zawarty sens historii ? Nawet w filmach na faktach są wymyślone momenty/postacie, chyba że na serio wierzysz, że każdy film z etykietą „oparty na prawdziwej historii” jest w 100% autentyczny. Mimo, że oglądałam to w językach, które rozumiem piąte przez dziesiąte, to nie mam problemu, aby zrozumieć o co chodzi z prawdziwą historią – tu mamy wielu bohaterów, złożonych w jednego > była sobie mała antylopa, myśliwi zabili jej mamę. Mała antylopa przeżyła i szukała swojego stada, po drodze mierząc się z różnymi zagrożeniami (mogło tak być ? Mogło. A ile razy ?) Stada antylop co migracje mierzą się z zagrożeniami za strony ludzi, innych zwierząt i samego miejsca (nieprawda ?), reszta to fikcja wymyślona przez autorów, aby zaciekawić głównych odbiorców – dzieci.

    I ostatnia rzecz – jeppy rozrywające ziemię …NIE, wcale nie było tam CAŁEGO pędzącego stada. NIE, wcale nie mogło tam być podziemnych rzek, a ziemia w tym miejscu, nie mogła być cieńsza i nie mogła się zarwać pod ciężarem biegnących zwierząt, bo wszyscy wiemy że fizyka nie istnieje, ziemia jest tak naprawdę płaska i takiej samej grubości w każdym miejscu, a trzyma ją ogromny żłów…

    Jak dla mnie bajka jest w porządku, a powyżej wymienione argumenty, to tylko czepianie się szczegółów, na które większość małych, a nawet i dorosłych widzów nawet nie zwróci uwagi. Niektóre wychodzące w kinie bajki są gorszej jakości od tej, także ja polecam :p

    Pośmiać zawsze się można, ale nie popadajmy w skrajności przy filmach kierowanych do dzieci -.-

    1. Nie mogę się z Tobą zgodzić. Podobieństw do Króla Lwa jest sporo: kolory pary głównych bohaterów, pozy na skałach, podobne ujęcia. Z kolei z Mustangiem z Dzikiej Doliny nie łączy go nic z wyjątkiem tego, że główny bohater jest kopytnym zwierzęciem, które zostało oddzielone od reszty stada.
      Co się zaś tyczy projektów antylop, zgodnie z Twoją logiką wszystkie lwice w pierwszym Królu Lwie powinny być swymi kopiami, bo inaczej reszta bohaterów nie wyróżniała by się na ich tle. Tymczasem wyraźnie widać, że lwice w tle mają różne kolory i oznaczenia, a jakoś to Simbie, Nali i Sarabi nie szkodzi. Podobnie jest z końmi z Mustanga… Twórcy tych filmów przynajmniej zadali sobie trud, aby nieco pozmieniać kolory zwierząt pojawiających się w tle, zamiast o prostu zrobić kopiuj-wklej. Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że te same standardy nie dotyczą antylop. Dlaczego akurat ich? Co Twoim zdaniem jest z tym gatunkiem zwierząt nie tak? Odnoszę wrażenie, że nie jesteś obiektywna i masz do antylop jakieś uprzedzenia.
      Obawiam się, że mylisz termin „oparty na prawdziwej historii” z „inspirowany prawdziwą historią”. Gdyby film, rzeczywiście był „oparty” na prawdziwej historii, przedstawiałby prawdziwe wydarzenia, tyle że trochę zmodyfikowane, by lepiej nadawały się na wciągający film. Z kolei coś „inspirowanego” prawdziwą historią może mieć z tym, co się wydarzyło już bardzo mało wspólnego. Jak by Ci to wyjaśnić, na czym, co jest ostatnio popularne… Kraina Lodu Walta Disney’a jest TYLKO inspirowana Królową lodu Andersena, a nie na niej oparta.
      Co więcej inspirowanie się prawdziwą historią, a prawdziwymi faktami to dwie różne rzeczy. Historia to ciąg wydarzeń, które przydarzyły się jednej konkretnej osobie lub grupie osób, np. konkretnemu stadu antylop obserwowanych przez pewien okres przez naukowców. Tymczasem fakty, no cóż, to zbiór luźnych potwierdzonych informacji, zupełnie jak w tym filmie. Tak więc, Król Antylop powinien powinien twierdzić, że jest „Inspirowany prawdziwymi faktami”, a nie, że „Bazuje na prawdziwej historii”.
      Co się zaś tyczy pękającej ziemi, zastanów się, dlaczego Ty musisz usprawiedliwiać tą scenę? Dobry film przedstawiłby wszystko tak, aby było dla widza oczywiste, a co ważniejsze: wiarygodne. Rozumiem, że bajka bardzo Ci się podobała i nie zamierzam Ci tego odbierać. Prawda jest jednak taka, że bardzo często rzeczy, które lubimy nie są idealne. Nie można podchodzić do czegoś (albo kogoś) absolutnie bezkrytycznie, bronić niezależnie od sytuacji i traktować krytykę tego czegoś (lub kogoś) jak atak na nas samych tylko dlatego, bo to (lub jego) kochamy.

Comments are closed.