Autor: MaeraFey

6 komentarzy

Pamiętacie stare intro mojego kanału YouYube? Takie biało-niebieskie? Cóż, służyło nam ono dobrze, ale nadeszła pora, aby się z nim pożegnać. Oto całkiem nowe, świeżo zrobione intro!

Wszyscy widzowie zobaczą jej już w piątek, na początku cotygodniowego filmu, jednak specjalnie dla Was udostępniłam je już dziś:

Chcecie poznać sekret? Wszystkie obiekty pojawiające się w tej animacji wyglądają na 2D, ale tak naprawdę to wszystko bryły 3D, tyle że ustawione do kamery płaskimi brzegami. Tak wygląda intro, gdy patrzy się na nie z boku, zamiast z punktu widzenia kamery:

Intro 2

Tak, nawet tekst jest 3D, a moje logo (motylek) w rzeczywistości jest teksturą nałożoną na walec.

Intro 1

Teraz, gdy wiecie, jak nowa animacja początkowa powstawała, w piątek będziecie mogli zaimponować pozostałym widzom swoją wiedzą.

Do zobaczenia za tydzień, w kolejnym poście!

1 comment

Dziś YouTube za stosowne uznał polecić mi chiński film animowany zatytułowany „The King of Tibetan Antelope” (na polski przetłumaczyłabym jako „Król Tybetańskich Antylop”). Ponieważ z miniaturki wynikało, iż owe dzieło jest jednocześnie podróbką „Króla Lwa” oraz „Bambiego”, nie mogłam się powstrzymać i kliknęłam.

Już na wstępie „Król Tybetańskich Antylop” informuje nas, iż bazuje na prawdziwej historii. Jak to możliwe? Czyżby ktoś znalazł gadającą antylopę i zdołał przeprowadzić z nią wywiad? Nie, to tylko autorzy uznali, że sztuczne zatrzymywanie fabuły, aby postaci mogły wykrzyczeć kilka przypadkowych faktów na temat tybetańskiej fauny, liczy się jako „prawdziwa historia”. Ponoć bajka bazuje na wynikach dwudziestoletnich badań, które przeprowadzono w Tybecie. Jestem ciekawa, jak te badania wyglądały, skoro z filmu dowiemy się takich interesujących rzeczy, jak to, że jeepy sprawiają, iż ziemia pęka, odsłaniając ogromną szczelinę, zapewne prowadzącą prosto do piekła. Pamiętajcie jeepy to zło, a może nawet i zUo. Nigdy nie ufajcie jeepom.

Otchłań

Co się zaś tyczy animacji, na pierwszy rzut oka wygląda nawet ona nawet całkiem przyjemnie. Paleta kolorów jest dobrze dobrana i przyjemna dla oka, a ośnieżone górskie tła momentami niemal budzą podziw. Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o postaciach. Na ile jestem w stanie ocenić, zostały one powołane do życia za pomocą animacji 3D, ale tak stylizowanej, aby wyglądała na 2D. (Nie mam jednak, co do tego pewności. Jeśli się mylę, proszę, poprawcie mnie).

Zwykle, gdy film ma zawierać sceny, na których ma być widać tłum ludzi lub stado zwierząt, animatorzy przygotowują kilka modeli postaci, aby wymieszać je w tle, tak by żaden nie powtarzał się zbyt często. Ludzie pracujący nad „Królem Tybetańskich Antylop” najwyraźniej nie mieli na to ani czasu, ani pieniędzy, ani nawet chęci. Przygotujcie się na atak klonów!

klony

Jeśli patrząc na te wszystkie antylopy, odnosicie wrażenie, że wyglądają znajomo… macie absolutną rację! Owe zwierzęta są nieco tylko zmodyfikowanymi sarnami z „Bambiego”. Mało tego, całe fragmenty animacji wyglądają, jak żywcem przerysowane, klatka po klatce, z filmu Disney’a (zwłaszcza sceny mające miejsce niedługo po narodzinach głównego bohatera – Nalu).

bambi

Bardzo ważną częścią filmu są aktorzy podkładający głos pod bohaterów. Dlaczego? Bo niemal nigdy się nie zamykają! Bajka ma bardzo mało cichych momentów pozwalających muzyce i animacji opowiadać historię. Zamiast tego cały czas ktoś nawija: a to narrator, a to Nalu, któremu się wydaje, że jest narratorem, a to jakaś inna postać. Owe wypowiedzi niejednokrotnie niewiele mają wspólnego z tym, co akurat dzieje się na ekranie. Czasami są oderwane od reszty filmu do tego stopnia, że usta bohatera, który akurat raczy nas przemową, w ogóle się nie poruszają.

Co więcej, odnoszę wrażenie, że kimkolwiek była osoba pisząca dialogi, nigdy wcześniej nie spotkała ona człowieka i nie próbowała z nim rozmawiać. Nie mam pojęcia, jakie stworzenia komunikują się w sposób pokazany w filmie, ale na pewno nie są to ludzie… No dobra, może jestem trochę niesprawiedliwa. Jako że to produkcja oryginalnie chińska, dziwaczne, nieskładne, drętwe niczym noga od stołu dialogi mogą być winą tłumaczenia.

Gdyby „Król Tybetańskich Antylop” leciał w kinach lub był sprzedawany na DVD, zdecydowanie odradzałabym wydawanie na niego pieniędzy. Film można jednak za darmo i (o ile mi wiadomo) legalnie obejrzeć na YouTube. Dlatego, jeśli macie godzinę i dwadzieścia minut do zabicia, to dlaczego nie? Jeśli zaprosicie do wspólnego oglądania przyjaciół, będziecie się świetnie bawić, nabijając się z bajki i wytykając jej różne wpadki.

Kto wie? Jako że to film edukacyjny, może nawet nauczycie się czegoś ciekawego? Tak jak ja dowiedziałam się, jak bardzo zdradzieckie są jeepy.

JEEPY!

No comments exist
A dzisiaj mamy na blogu coś nowego: pierwszy post gościnny! Napisała go moja przyjaciółka, która niegdyś o mało co nie została pisarką. Na pożytek tego tekstu nazwijmy ją „Jaskółką” (sama sobie wybrała pseudonim, więc proszę się mnie i mojego gustu nie czepiać).
Jaskółka jest jedną z pierwszych osób, które zaczęły wspierać mnie w moim dążeniu do zastania pisarką. Gdyby nie ona, sama nie wiem, gdzie by my się dzisiaj znajdowała (kłamstwo, doskonale wiem gdzie: na Uniwersytecie Medycznym, studiowałabym elektroradiologię). Nie mogę odżałować, że prawdopodobnie nigdy nie ujrzymy na półkach książki Jaskółki (a była piekielnie blisko wydania, dziewczyna już prawie podpisywała umowę z wydawnictwem). Dobrze, że możemy chociaż podziwiać perełkę zamieszczoną poniżej. Ponieważ mojej autobiografii zamieszczonej na stronie brakuje paru szczegółów, Jaskółka podjęła się wypełnienia kilku z owych luk.
Ja ze swojej strony powiem, że wszystko, co przeczytacie jest najszczerszą prawdą, która na 100% się wydarzyła. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek będzie pisać moją biografię, ma potraktować poniższy tekst jak niepodważalny fakt historyczny.
 
[Byłaś] Chomiczą archiwistką. W świecie chomików zajmowałaś miejsce w trzeciej klasie społeczeństwa, robiąc to, co wszyscy i nie wychylając się zanadto, ale Twój chomiczy ojciec był z Ciebie dumny, że poświęcasz się rodzinnej tradycji i jesteś pożytecznym członkiem społeczności.
Ale Ty zawsze pragnęłaś czegoś więcej. Uważałaś, że Twoje umiejętności marnują się wśród przedstawicieli Twojej rasy, gdyż są pospolite i przez to niedoceniane, nawet jeśli oddawałaś się swojemu zajęciu z większą pasją niźli inni. Porzuciłaś więc dom rodzinny, skazując rodzinę na niebyt, przez co Twój świętej pamięci ojciec odwalił kitę, a matka i szesnaścioro rodzeństwa popadli w depresję i niemoc, ale Ty wiedziałaś, że tak właśnie trzeba. Że tylko odchodząc będziesz mogła coś zmienić.
I tak przeniosłaś cały swój chomiczy dobytek, niosąc pusty tobołek z kawałka chusteczki oraz wykałaczki, i z policzkami wypchanymi nasionkami, do świata ludzi. Tam wreszcie mogłaś rozwinąć skrzydła. O ile chomiki mogą latać.
Niestety po drodze bardzo zgłodniałaś, pożerając wszystkie ziarenka, na których skrupulatnie wydrapałaś pazurkiem historię swojego krótkiego żywota w chomiczym świecie, i nie zostały nawet łupinki. Musiałaś pożegnać się z przeszłością i zacząć od nowa.
Tak, to był nowy start i początek wspaniałej przygody.
~Jaskółka
No comments exist

Tworząc stronę, dałam porwać się ambicji i uparłam się sama przygotować wszystkie grafiki (z wyjątkiem zdjęcia na stronie głównej, oczywiście). Mało przy tym nie padłam, ale koniec końców udało mi się dopiąć swego.

Największym wyzwaniem okazało się być narysowanie niby-okładek/plakatów do działu „Książki”. Pragnęłam stworzyć grafiki oddające istotę moich powieści – zarówno tych już ukończonych jak i tych, nad którymi nadal pracuję. Początkowo eksperymentowałam z malarstwem cyfrowym („okładka” Tysi z Zębatej Twierdzy), jednak nawet osoba tak uparta jak ja musi czasami przyznać, że coś się nie sprawdza. Dlatego dla trzech pozostałych rysunków wybrałam kolorowy, kreskówkowy styl nawiązującym do klasycznych filmów Disney’a.

Takie grafiki na pierwszy rzut oka mogą wyglądać na dziecinne i proste, ale narysowanie ich jest znacznie bardziej skomplikowane niż się wydaje. Pozwól, że zademonstruję, jak mniej więcej ów proces wygląda.

 

Krok 1: Udawajmy, że to porządny szkic.

1

Wielu artystów rysuje dwa szkice. Najpierw wstępny: prosty, posiadający niewiele szczegółów, mający jedynie określić, gdzie znajdują się poszczególne elementy i jak są ustawione.

Następnie przychodzi pora na drugi: dopracowany, z dużą ilością szczegółów, bliski temu, jak będzie wyglądał skończony obrazek, czekający tylko na to, aby pociągnąć go tuszem. Ja tymczasem zazwyczaj rysuję tylko jeden, ten pierwszy, chaotyczny. Dlaczego? Czyżbym była leniwa?

Nie! Eee, to znaczy, tak, to też. Jednak przede wszystkim chodzi o to, że rysując, wolę mieć duże pole do interpretacji. Taki chaotyczny szkic prezentuje sobą całą masę możliwości: linię mogę postawić tu albo tam, postać nieco pogrubić lub wprost przeciwnie – sprawić, aby sprawiała wrażenie jeszcze chudszej.

Wprost uwielbiam wyobrażać sobie te wszystkie fantomowe, potencjalnie istniejące pociągnięcia pióra, zastanawiając się, które dadzą najlepszy efekt i pozwolą mi oddać wszystko to, co chciałam przekazać.

 

Krok 2: Wyłoniony z chaosu.

2

Rysowanie na komputerze ma tą zaletę, że szkic i kontury można rysować na oddzielnych warstwach. Kiedy skończymy już nakładanie tuszu, starczy usunąć tą, na której znajduje się szkic i… voilà! Bezwładna plątanina przypominająca rozpaćkane spaghetti zmienia się w czytelny rysunek!

 

Krok 3: Gdzie i kiedy?

4

Przyznam ze wstydem, że malowanie tła nadal sprawia mi trudność. Rysowanie elementów nieożywionych i roślin jakoś nigdy nie dawało mi tyle satysfakcji co portretowanie ludzi lub zwierząt.

Ostatnio odkryłam, że szybkie naszkicowanie ogólnego zarysu scenerii bardzo ułatwia pracę nad tłem. Pomaga także w doborze kolorów, które nie gryzą się z pozostałymi częściami obrazka.

 

Krok 4: Ładne, ale płaskie.

5

Tło ma więcej szczegółów, nałożone kolory dodają postaciom blasku, aż trudno się nie uśmiechnąć, patrząc na wynik swych wielogodzinnych starań. Rysunek wygląda na już skończony… jednak wcale taki nie jest!

Spójrz tylko na ten postaci! Nie sądzisz, że wyglądają dość płasko? Przypominają papierowe laleczki, a nie prawdziwe osoby z krwi i kości. Na szczęście w trymiga zaradzi temu cieniowanie. Przyznam, że potrafi być uciążliwe, jednak warto poświecić tą dodatkową godzinę czy dwie rysunkowi. Cieniowanie pomoże nam zaznaczyć bryłę i stworzyć złudzenie, że mamy do czynienia z trójwymiarową powierzchnią.

 

Krok 5: Jeśli je kochasz, pozwól im odejść. 

6

Chyba nie ma powodu, abym rozpisywała się na temat tego kroku. W końcu opisałam go aż nazbyt szczegółowo w poprzednim poście. Zamiast wiec słuchać mojego gderania, wysłuchajmy tego, co Ty masz do powiedzenia!

Jak wygląda Twój proces twórczy? Przez jakie etapy przechodzisz, rysując, pisząc, gotując lub robiąc cokolwiek innego? Który jest dla Ciebie najprostszy? A który przychodzi Ci z trudem? Każdy Twórca jest inny, dlatego wprost nie mogę się doczekać Twoich odpowiedzi!

1 comment

Skończone! Kontury są narysowane, postaci pokolorowane, tło dopracowane, a całość pocieniowana! Dzieło nareszcie jest gotowe, aby je opublikować!... Ale czy na pewno?

6

Kiedy tak patrzę na ten rysunek… Mogłabym dodać więcej blasku bijącego od kryształu i kuli ognia, tak żeby padało ono także i na postaci. Tło też jeszcze nie jest idealne…

NIE! PRZESTAŃ! NATYCHMIAST!

Pokusa, aby poprawiać swe dzieło w nieskończoność jest silna, jednak trzeba nad nią panować. Nawet artysta jest tylko człowiekiem. Nigdy nie stworzy niczego absolutnie doskonałego, nawet gdyby mógł pracować nad jedną rzeczą przez całą wieczność. A nie może, bo ludzkie życie ma ograniczoną długość (nie wspominając o tym, że każdy śmiertelnik od czasu do czasu musi coś zjeść, zdrzemnąć się i pójść do toalety – niekoniecznie w tej kolejności).

Właśnie dlatego tworząc i nanosząc poprawki, musimy umieć ocenić, które walki warto toczyć, a które lepiej poddać.
Powiedzmy, że samodzielnie wydajesz książkę. Nagle, o zgrozo!, okazuje się, że na stronie 369, w trzecim wierszu drugiego akapitu zabrakło przecinka po wtrąceniu! Jeśli manuskrypt jeszcze nie trafił do drukarni, poprawkę możesz bez najmniejszego problemu nanieść od ręki. Co jednak, jeśli cały nakład został już wydrukowany? Oczywiście, zawsze możesz pozbyć się wszystkich egzemplarzy (np. w domowym kominku), po czym złożyć nowe zamówienie w drukarni. Tyle że podwoi to koszty produkcji, a także opóźni cały proces wydawniczy, być może nawet o kilka miesięcy. Jak myślisz, z czego Twoi czytelnicy będą bardziej niezadowoleni? Z barku jednego przecinka czy dużego opóźnienia daty premiery i ceny książki wyższej od tej zapowiedzianej?
Z drugiej strony mamy także walki, które początkowo mogą wydawać nam się beznadziejne, jednak po zasięgnięciu po zewnętrznej opinii i ochłonięciu, nie prezentują się już tak tragicznie.

Dla mnie taką batalią okazała się niby-okładka dla Dziedzictwa Alvów. Wierzcie lub nie, ale jej niepokolorowane kontury wylądowały w koszu. Plik przywróciłam tylko i wyłącznie za sprawą przyjaciółki, która bardzo stanowczo (i głośno) domagała się, abym dała rysunkowi jeszcze jedną szansę. Czy moja BFF miała rację? Czy wysiłek się opłacił? Cóż, Ty mi to powiedz.

Ilustrację można znaleźć w dziale Książki. Co o niej sądzisz? Ujdzie w tłoku? Jest nawet na swój sposób ładna? A może lepiej byłoby dla ludzkości, gdyby pozostała w koszu? Czy anatomia konia prezentuje się znośnie? Czy w ogóle da się na pierwszy rzut oka rozpoznać jakie to za zwierzę?

A jak Ty radzisz sobie z artystycznymi zmaganiami? Czy właśnie pracujesz nad jakimś projektem? Rysunkiem? Książką? Wierszem? Filmem? Grą? Może nawet od lat obsesyjnie pracujesz nad jedną rzeczą? Albo wręcz przeciwnie, właśnie przeżywasz bolesne rozstanie z projektem, na którym bardzo Ci zależało?

Nie bój się pisać o swoich doświadczeniach oraz odczuciach! To twórczość artystyczna, a nie matematyka. Tutaj nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Z chęcią poznam Twoją opinię.

BONUS

Zbliżenie twarzy Alfura. Bo jest tego warty.

 Alfur jest tego warty