Gdzieś, a może nawet i kiedyś, żyło rodzeństwo. Chłopiec, a właściwie już młodzieniec, zwał się Tameris, zaś jego młodsza siostra nosiła imię Tlara. Byli sobie nawzajem bardzo drodzy. Nic w tym dziwnego, przecież na całym świecie nie mieli nikogo poza sobą nawzajem. Matkę zabrała gorączka niedługo po wydaniu na świat dziewczynki, a po zaledwie dziewięciu latach ojciec dzieci do niej dołączył.
Jeśli wydaje się wam, że sieroty były nieszczęśliwe, to bardzo się mylicie. Rodzice zostawili im w spadku może nie jakąś specjalnie wielką, ale w zupełności wystarczającą sumę oraz gospodarstwo. Oczywiście Tameris i Tlara bardzo tęsknili za rodzicami, jednak mieli siebie nawzajem. Tak długo, jak byli razem, czuli się szczęśliwi. Niestety wszystko zmieniło się, gdy…
No, ale nie uprzedzajmy biegu wydarzeń! Lepiej zacznijmy od samego początku.

* * *

Owego dnia Tameris wybrał się do lasu, na wszelki wypadek zabierając ze sobą łuk. Chociaż w gospodarstwie niczego im nie brakowało, odrobina dziczyzny stanowiłaby miłe urozmaicenie jadłospisu. Najwyraźniej Pani Szczęścia, Fortuna, postanowiła się doń uśmiechnąć, bo ledwie wszedł w gęstwinę, zobaczył przed sobą wspaniałego jelenia.
Nie było to jednak zwykłe zwierzę. Jego futro wydawało się być zrobione ze szczerego złota, a poroże z czystego srebra. Młodzieniec, urzeczony pięknem rogacza, obserwował igrające w sierści promyki słońca. Oczami wyobraźni już widział zachwyt Tlary na widok takiego myśliwskiego trofeum. Uważnie wycelował i zwolnił cięciwę.
Strzała świsnęła, tnąc powietrze, a ułamek sekundy później trafiony kozioł padł na ziemię. Młody łowca z dumą ruszył w stronę zdobyczy. Idąc, musiał się powstrzymywać, aby nie podskakiwać ze szczęścia.
Niestety, często wraz z Fortuną kroczy jej bliźniacza siostra – Dola, Pani Losu.
Tameris już sięgał po strzałę, aby wyciągnąć ją z szyi zwierzęcia, gdy te uniosło łeb i spojrzało wprost na niego wielkimi, brązowymi ślepiami.
– Gratuluję, chłopcze – rzekło. – Udało ci się ustrzelić Złotego Jelenia, króla tego lasu. Jednakże, wierzaj mi, ma skóra oraz korona nie przyniosą ci szczęścia. Już wkrótce ty i twa siostra podzielicie mój los.

Po tych słowach kozioł wydał swe ostatnie tchnienie, a rogata głowa ciężko opadła na ziemię. Przerażony chłopak patrzył na swoją ofiarę szeroko rozwartymi oczyma. Początkowo chciał zostawić truchło i jak najszybciej uciec, lecz już po chwili zawstydził się swego tchórzostwa. Przecież nie mógł porzucić takiego skarbu, by zgnił w lesie. Zresztą, czego miał się bać? Może cała przepowiednia zwierzęcia mu się przewidziała? Tameris i Tlara byli młodzi, zdrowi oraz silni, niby dlaczego mieliby niedługo umrzeć?
Zabrał więc szczątki Złotego Jelenia do domu. Siostra jak zwykle wybiegła mu na spotkanie.
– Spójrz, jaki skarb ci przynoszę – powiedział, z dumą prezentując swą zdobycz. Jednak Tlara nie podzielała jego radości.
– Ach, braciszku, po co go zabiłeś? – jęknęła. – Był taki piękny!
– Właśnie – zgodził się młodzieniec. – Jego skóra będzie wspaniale wyglądać na naszej ścianie.
– Oj, czuję, że z tej śmierci będzie jakieś nieszczęście!
Czas pokazał, iż przeczucie nie myliło Tlary. Las, pozbawiony króla, począł marnieć. Potężne, zdrowe do tej pory drzewa usychały i przewracały się z byle powodu. Wszystkie zwierzęta gdzieś znikły, a ptaki przestały śpiewać. Miłująca przyrodę dziewczyna bardzo cierpiała z tego powodu. Jej brat pewnie też by się tym przejmował, lecz miał inne, znacznie większe powody do zmartwień. Zdawało mu się, że w każdym podmuchu wiatru, słyszy echo ostatnich słów rogacza, a podczas snu nawiedzały go wizje martwej Tlary. Tameris z każdym dniem stawał się coraz bledszy i chudszy. W końcu zdecydował, że nie może dłużej bezczynnie czekać. Postanowił udać się do Wyroczni.
Nie była to niebezpieczna droga, lecz za to bardzo daleka. Siostra próbowała go zatrzymać, nieskora rozstawać się z nim na tak długo. Jednak młodzieniec był zbyt zdesperowany by słuchać. Zabrał złotą skórę oraz srebrne poroże, po czym wyruszył, nie żegnając się z Tlarą.

* * *

Po wielu miesiącu wędrówki w końcu dotarł na miejsce. Zaproponował Wyroczni, iż w zamian za odpowiedź na jedno pytanie odda jej oba trofea. Warunki zostały zaakceptowane.
– Co będzie przyczyną śmierci mojej siostry? – spytał, wciąż mając w głowie obrazy martwej Tlary.

– Przyczyną jej zguby… – zaczęła Wyrocznia. Jej głos odbijał się echem od ścian jaskini. Wokół unosiły się kłęby dymu, choć nikt nie palił ognia. – …będziesz ty sam.
Chociaż Tameris zaklinał się na wszystko, składał obietnice, na przemian błagał i groził, nie powiedziano mu nic więcej. W akcie desperacji nawet zaatakował strażników strzegących Wyroczni, lecz osiągnął tylko tyle, że posiniaczonego wyrzucono go na zewnątrz, jednocześnie zabraniając kiedykolwiek wracać. Zrozpaczony ruszył w powrotną drogę, a idąc, rozmyślał, rozpaczliwie usiłując znaleźć jakiekolwiek wyjście z sytuacji. Bardzo długo nic nie przychodziło mu do głowy. Olśnienie nadeszło dopiero, kiedy z daleka zobaczył Tlarę.
Dziewczyna nie zauważyła go. Pochylona, zrywała kwiaty w przydomowym ogródku. Robiła to z wielkim zapałem, a na jej pięknej, teraz już bardziej kobiecej niż dziecięcej twarzy widniał szeroki uśmiech. Obliczyła, że jej ukochany brat powinien niedługo wrócić. Chciała podarować mu największy i najpiękniejszy bukiet na całym świecie. Miała nadzieję, że Wyrocznia udzieliła mu pomyślnej odpowiedzi i teraz wszystko będzie tak jak niegdyś, przed śmiercią Złotego Jelenia.
Tameris obserwował ją ze smutkiem. Serce ścisnęło go boleśnie na myśl, iż ten mały promyczek, jego siostrzyczka zginie. Postanowił za wszelką cenę do tego nie dopuścić. Nawet jeśli miałoby go to kosztować życie. Właśnie wtedy zrozumiał, co należy uczynić.
Wszedł do lasu, a właściwie tego, co z niego zostało. Czarne, martwe drzewa o nagich, smętnie powykręcanych konarach w niczym nie przypominały wesołej, żywej, zielonej kniei, którą pamiętał sprzed roku. Z dużym trudem, ale jednak udało mu się odszukać miejsce, w którym ustrzelił Złotego Jelenia. Wyciągną sztylet. Klinga była długa i ostra. Broń zdawała się szeptać:
– Nie bój się, młodzieńcze. Zadam ci szybką śmierć. Nie będziesz cierpieć.
Nie myśląc wiele, podciął sobie żyły, najpierw na prawej, następnie na lewej ręce. Prawie nie poczuł bólu. Umierając, miał uśmiech na ustach. Wierzył, że w ten sposób ratuje swą siostrę. Martwy nie zdoła sprowadzić na nią zguby. Pogrążony w radosnych myślach wydał swe ostatnie tchnienie.
Wiedziona dziwnym przeczuciem Tlara weszła do lasu. Widok cmentarzyska drzew, w które zmienił, przyprawiał ją o ból serca. Już miała zawrócić, kiedy dostrzegła leżące w kałuży krwi ciało. Z przerażeniem rozpoznała swojego brata.
– Tameris! – wykrzyknęła, podbiegając do nieruchomej postaci. – Braciszku kochany, błagam, zbudź się!

Minęło wiele czasu nim dotarło do niej, że brat już nigdy nie otworzy oczu. W tym momencie jej serce umarło, jedynie pusta skorupa ciała klęczała obok jej ukochanego Tamerisa. Delikatnie wyciągnęła sztylet z zastygłych palców. Czule pogładziła ostrze.
– Już idę, braciszku – szepnęła, po czym wbiła je sobie prosto w serce.
Dziewczyna niczym ścięty kwiat opadła na nieruchomą pierś młodzieńca. Umarła z uśmiechem na twarzy.
Przepowiednia się spełniła.

* * *

Obecnie las znów kipi życiem. Roi się w nim od zwierząt, drzewa pięknie się zielenią, a ptaki bezustannie radonie świergoczą. Tylko jedna polana wydaje się cicha i martwa, jakby pogrążona w żałobie. Od czasu do czasu można na niej dostrzec widmo pięknej dziewczyny. To Tlara czeka na swego brata. Nie smuci się. Wie, że Tameris w końcu wróci i znów będą razem. Już na zawsze.

KONIEC